Jesteś tutaj: Strona główna / Rozwiązania logistyczne dla firm / Jak znaleźć w procesach to, co nie przynosi wartości

Jak znaleźć w procesach to, co nie przynosi wartości





Stosunkowo łatwo jest wyeliminować „mudę”, którą widać, na przykład tę obecną w nieefektywnym wykorzystaniu zasobów. Zdecydowanie większy problem stanowią jednak niewidoczne na pierwszy rzut oka niezoptymalizowane procesy. Jak ich szukać?

W swoim niedawnym artykule opisałem doświadczenia związane z wizytą w banku: trzy osoby straciły po 4 godziny, a ja przy okazji musiałem złożyć podpis na 120, a potem 350 stronicach tekstu. W kanonie „Lean” takie działania, które nie dodają żadnej wartości, określa się jako „muda”. Ich eliminowanie zaś to „muda hunting”.

Polowanie na mudę

Poszukiwanie przyczyn tej „mudy” rozpocząłem od rozmowy z przedstawicielem działu prawnego jednego z banków.

To nie „wina” banku, a ustawodawcy – usłyszałem.

Czemu?

Ponieważ ustawodawca chce by każdy klient był dobrze poinformowany o efektach wzrostu czy spadku stóp procentowych.

W tej sytuacji kredytodawca ma obowiązek przedstawić potencjalnemu kredytobiorcy trzy warianty stóp procentowych, by kredytobiorca był w pełni świadomy, na co się zobowiązuje. A, żeby zabezpieczyć się przed możliwością, że kredytobiorca w sądzie stwierdzi, że te warianty nie widział albo nie zrozumiał to bank wymaga od niego, by zaparafował każdą stronę tych trzech wariantów.

Według mojego rozmówcy „wszystko” ze strony banku było w porządku. Umowa była może rzeczywiście ciut za bardzo asekuracyjna i za długa, ale „z naszej strony suma summarum wszystko gra”.

Rzeczywiście „wszystko gra”, czy może po prostu „mamy na kogo zrzucić odpowiedzialność”?

Znaleźliśmy winowajcę

Winne jest państwo.

Intencje ustawodawcy są jasne. I chyba każdy przyzna, że są zacne i rozsądne. Chce by konsumenci nie zaciągali kredytów „w ciemno”, by byli dodatkowo zabezpieczeni, ponieważ pod względem wiedzy i władzy są zawsze w totalnie asymetrycznej relacji.

Jak wygląda realizacja?

Taki sposób wprowadzenia wymogów ustawodawcy powoduje, że „relacja wiedzy i władzy” jest wciąż zupełnie asymetryczna . Mamy bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że kredytobiorca nie będzie miał siły ani energii, by zrozumieć, o czym został poinformowany.

Ma tak naprawdę dwa wyjścia:

  • Pierwsze to wyjść i albo „pożegnać się” z kredytem, albo iść do innego banku. Niestety, tam prawdopodobnie czeka identyczna umowa.
  • Drugie to po prostu machnąć na to wszystko ręką i czekać, kiedy te męczarnie się skończą, parafując mechanicznie każdą stronę.

Tego typu rozwiązania spowodowały, że – wbrew zamiarom ustawodawcy – kredytobiorca jest w jeszcze gorszej sytuacji. Przedtem miał mniej wariantów, dzięki czemu dokumentów, nad którymi musiał się skupić, było także mniej. Teraz ma ich więcej po to, by bank mógł wykazać się przed państwem tym, że troszczy się o interes kredytobiorcy.

Przyjrzyjmy się procesowi

Zlokalizowaliśmy winowajcę, ale nic nam to nie dało. Tak się zresztą dzieje w większości przypadków. Zbyt dużo uwagi poświęconej poszukiwaniu winnych skutkuje tylko tym, że wszyscy starają się wykazać, że to nie oni spowodowali problem.

Lepiej więc założyć, że „winowajca” ma zacne i rozsądne cele, a tylko wdrożony proces nie ma zdolności ich realizacji. Skupimy się wtedy na optymalizacji procesu, a nasza praca przyniesie wymierne efekty. W końcu każdy z nas niejednokrotnie znalazł się w sytuacji, w której cele jego działań (bardzo dobre i potrzebne) przez kiepsko ustalony proces nie mogły zostać zrealizowane.

Jak zapobiec takiej sytuacji?

  • Należy prześledzić pełne konsekwencje realizacji procesu w planowanym przez nas wariancie,
  • Trzeba uwolnić się od schematycznego myślenia i sztywnego postrzegania tego, co jest lub nie jest możliwe,
  • Nie można ograniczać się tylko do szybkich, natychmiastowych rozwiązań, a należy spojrzeć na problem szerzej, w dłuższej perspektywie czasowej.

Ale o tym więcej w kolejnym artykule.

 

 

Autor tekstu:

John Stepan

John Stepan – zajmuje się doradztwem jako konsultant w logistyce i zakupach prowadząc własną działalność. Wykłada również na jednej z prywatnych uczelni we Wrocławiu.

Wcześniejsze doświadczenia zawodowe to 38 lat pracy w firmach w Anglii, Belgii, Holandii i Francji. Jego ścieżka zawodowa obejmowała początkowo informatykę - poprzez zarządzanie projektami informatycznymi, aż do sprzedaży systemów ERP. Następnie stanowisko dyrektora zakupów w branży samochodowej, chemicznej oraz w inwestycjach. Ostatnim etapem pracy w firmie było stanowisko dyrektora operacyjnego w branży logistycznej. 

Jerzy Dudek

Czy wiesz że:

Szacuje się, że w wyniku rosyjskiego embargo, liczba przewozów za naszą wschodnią granicę spadła nawet o 30%



czytaj więcej

Partnerzy

  • Branża TSL
  • Nowe technologie w logistyce
  • Transport i Spedycja
  • Case Studies